Żyjemy w kulturze, która panicznie boi się starości. Upływający czas traktujemy niczym wroga, a każdą kolejną zmarszczkę maskujemy z determinacją godną znacznie lepszej sprawy. Rzadko dopuszczamy do siebie myśl, że jesień życia wcale nie musi oznaczać powolnego, cichego blaknięcia w bezpiecznym fotelu. Może być to czas ostatecznych, absolutnie szalonych rozliczeń ze światem, pełen brawury i nieoczekiwanego humoru. Zyskanie świadomości, że koniec jest bliski, potrafi niekiedy uwolnić w człowieku pokłady niespotykanej dotąd energii. Odkrywanie w literaturze bohaterek wymykających się krzywdzącemu schematowi uległej, niedołężnej seniorki jest ogromną przyjemnością, a doskonałym tego przykładem jest książka, którą napisała Małgorzata Zielaskiewicz „Stasiek jeszcze chwilkę”. Samą książkę, jak również szczegóły na jej temat znajdziesz na stronie wydawnictwa. Tymczasem zapraszam do dalszej lektury.

Autor: Małgorzata Zielaskiewicz
Tytuł: „Stasiek, jeszcze chwilkę”
Wydawnictwo: Mięta
Data premiery: 2024-11-27
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
ISBN: 9788368005837
Liczba stron: 320

Małgorzata Zielaskiewicz „Stasiek jeszcze chwilkę”
Główną osią tej historii są losy Heni. To niezwykle urocza, nieco ekscentryczna starsza pani, która z upodobaniem nosi barwne nakrycia głowy. Jej życie dalekie jest jednak od zwyczajnej emeryckiej rutyny, ponieważ bohaterka posiada absolutnie unikalny przedmiot: maszynkę do robienia pieniędzy. Narzędzie to nie służy jej jednak do egoistycznego gromadzenia bogactwa. Henia uczyniła z niego sposób na bezinteresowne pomaganie światu i naprawianie drobnych, ludzkich krzywd w swoim otoczeniu.
Spokojna codzienność kobiety zmienia się diametralnie pod wpływem nocnych, nad wyraz szczerych rozmów ze zmarłym mężem. Podczas jednego z takich metafizycznych dialogów Henia utwierdza się w przekonaniu, że jej czas na ziemi nieubłaganie dobiega końca. Zamiast ulegać melancholii lub biernie czekać na los, postanawia wziąć sprawy śmierci we własne ręce. Rozpoczyna podróż, której nadrzędnym celem jest znalezienie godnego następcy gotowego przejąć maszynkę oraz ciężar odpowiedzialności za czynienie dobra.
Trasa, którą pokonuje dzielna staruszka, obfituje w wydarzenia całkowicie abstrakcyjne. Henia gromadzi wokół siebie drużynę życiowych rozbitków i niesamowicie barwnych postaci. Autorka rzuca swoją bohaterkę w wir nieprawdopodobnych zwrotów akcji. Magiczna maszynka zostaje zgubiona, starsza pani bierze czynny udział w brawurowym wyścigu na hulajnogach, a poszukiwania zguby zaprowadzają ją na zaplecze podejrzanego lombardu oraz do mrocznej meliny z nagą niewiastą.

Słodko-gorzki smak pożegnań
Podczas lektury towarzyszyła mi cała paleta skrajnych odczuć. Największą siłą tej opowieści jest dla mnie sposób, w jaki autorka oswaja temat śmierci oraz przepracowywania żałoby. Rozmowy Heni z nieżyjącym Staśkiem uderzają w bardzo czułe struny. Pełno w nich intymności, głębokiej tęsknoty, ale również specyficznej, wypracowanej przez lata małżeńskiej uszczypliwości. Styl pisarki w tych lirycznych momentach staje się niezwykle przenikliwy. Tworzy to bardzo humanistyczną perspektywę, która sprawia, że proces odchodzenia wydaje się naturalnym, choć nadal bolesnym etapem.

Muszę jednak szczerze przyznać, że powieść bywa miejscami męcząca w swoim natłoku zdarzeń. Próba połączenia głębokiej, egzystencjalnej refleksji z potężną dawką absurdu wypada momentami ryzykownie. Brawurowe sceny, takie jak wyścigi czy wizyty w melinach, z jednej strony mocno bawią, a z drugiej wprowadzają spory narracyjny chaos. Podczas czytania często miałam wrażenie, że tempo wydarzeń jest po prostu zbyt szybkie, przez co gubi się delikatny, emocjonalny fundament całej historii. Galopująca akcja i mnożące się gagi odbierały mi szansę na spokojne przeżywanie wewnętrznych rozterek głównej bohaterki. Groteska potrafi tu brutalnie zdominować liryzm, co dla osób szukających w literaturze przede wszystkim wyciszenia będzie sporym zgrzytem.
Mimo tych potknięć w utrzymaniu balansu doceniam odwagę w kreacji samej bohaterki. Henia jest postacią na wskroś autonomiczną, decyzyjną i do samego końca pełną sprawczości. To piękny manifest kobiecej siły oraz przypomnienie, że niezależnie od wieku mamy prawo stanowić o sobie i pisać własne, nawet najbardziej szalone scenariusze.

Małgorzata Zielaskiewicz „Stasiek jeszcze chwilkę” – recenzja
Historia Heni to ambitna próba udowodnienia, że przygotowanie do ostatecznego pożegnania wcale nie musi być pozbawione uśmiechu. Choć natłok groteskowych przygód może przyprawić o lekki zawrót głowy i chwilami odwraca uwagę od sedna, jest to opowieść zostawiająca po sobie sporo ludzkiego ciepła. Przypomina, że w życiu ostatecznie liczy się to, co po sobie zostawimy i komu przekażemy pałeczkę. Nawet jeśli jest to chęć czynienia najdrobniejszego dobra w zupełnie zwariowanym świecie. Ze swojej strony gorąco polecam i zachęcam do przeczytania, aby wyrobić sobie własną opinię. A jeśli ta książka przypadła Ci do gustu, to powinna zainteresować Cię również recenzja książki Antoniego Grycuka „Samotność Boga”.
Co sądzisz o tym tytule? Chętnie sięgasz po książki o podobnej tematyce?
Czy potrafiłabyś z równą lekkością co Henia zaakceptować nieuchronny koniec?
* Współpraca barterowa
