Żyjemy w bańce iluzorycznego bezpieczeństwa. Traktujemy smartfony jak przedłużenie własnej dłoni, z naiwną ufnością powierzamy wirtualnym chmurom najskrytsze sekrety i każdego dnia zostawiamy w sieci tysiące cyfrowych śladów. Beztrosko akceptujemy kolejne wielostronicowe regulaminy, całkowicie wypierając niewygodną prawdę o naszej bezbronności. Nasz cały poukładany i wygodny świat wisi na cienkiej niteczce utkanej z linijek wirtualnych kodów. Wystarczy jeden zdolny człowiek o złych intencjach oraz ułamek sekundy, aby zamienić tę sielankę w absolutny chaos. Odpowiedzią na ten mroczny, choć bardzo prawdopodobny scenariusz jest powieść, którą napisał Krzysztof Domaradzki „Error”. Więcej informacji o książce znajdziesz na stronie wydawnictwa. Póki co, zapraszam do artykułu.

Autor: Krzysztof Domaradzki
Tytuł: „Error”
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data premiery: 2024-10-23
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788382308297
Liczba stron: 504

Krzysztof Domaradzki „Error”
Akcja rzuca nas w sam środek życiowego bałaganu Jacka Blajera. To młody i piekielnie zdolny programista z Warszawy, który przy próbie rozkręcenia własnego biznesu zalicza bolesny upadek. Wygórowana ambicja pcha go w stronę najgorszego możliwego wyboru, ponieważ chłopak zapożycza się u bezwzględnych Rosjan. Przyparty do muru zgadza się na podejrzane zlecenie hakerskie od tajemniczego człowieka kryjącego się pod pseudonimem Marie#Kondo. Zadanie wydaje się banalne. Jacek ma wejść w system biletowy na Stadionie Narodowym podczas hitowego meczu między Polską a Niemcami i sprzedać podwójne wejściówki na te same miejsca. Obiecano mu szybką gotówkę za prosty błąd systemu, w którym rzekomo nikt nie ucierpi.
Tyle że wściekłość tysięcy kibiców pod bramkami zaledwie otwiera drzwi do prawdziwego piekła. Szybko okazuje się, że ten mały sabotaż to preludium do ogólnonarodowej tragedii. Wyobraźcie sobie zwykły dzień przerywany nagle przez wibrujące telefony milionów Polaków. Komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa ostrzega o nadchodzącym ataku nuklearnym. Ludzie wpadają w zwierzęcy popłoch, tratują się na ulicach, pojawiają się ofiary śmiertelne. W kraju wybucha chaos. Nad całą tą histerią za wszelką cenę próbuje zapanować twardy i charyzmatyczny premier Mariusz Malinowski. A Jacek? Wstrząśnięty skalą wydarzeń musi na własną rękę odkryć, kto wrobił go w tę intrygę, przez co z myśliwego niespodziewanie staje się zwierzyną.

Strach, który można poczuć
Czytając tę książkę, czułam wręcz fizyczny dreszcz niepokoju. Najbardziej uderza w niej mrożący krew w żyłach realizm. Autor z chirurgiczną precyzją obnaża naszą naiwność i podatność na manipulację. Świetnie oddaje też brudny i wyrachowany świat wielkiej polityki. Co dla mnie niezwykle ważne, robi to z ogromną klasą i wyczuciem, omijając pułapkę taniego epatowania wulgaryzmami. Język jest plastyczny, a zakulisowe przepychanki uderzają autentycznością. Całość chłonie się błyskawicznie, ponieważ napięcie budowane jest mistrzowsko od pierwszej strony.

Mniej kodu, więcej politycznych kuluarów
Będę z Wami całkowicie szczera. Sięgając po tę pozycję, nastawiałam się na duszny thriller obserwowany głównie z perspektywy samotnego hakera. Dostałam natomiast pełnokrwiste i wielowątkowe political fiction. Dla wielu odbiorców będzie to ogromny atut, ja jednak czułam, że polityczne gierki i kreacja premiera Malinowskiego momentami zbyt mocno przytłoczyły główny wątek technologiczny. Sam Jacek często schodzi na dalszy plan, a przecież to z nim najłatwiej złapać emocjonalną więź. Przez ogromne nagromadzenie intryg gabinetowych lektura wymaga sporego skupienia i z pewnością nie jest to lekka książka czytana ukradkiem w tramwaju.
Mam też mały żal o postać ambitnej dziennikarki. To świetnie zapowiadająca się bohaterka gotowa na wszystko dla kariery. Niestety jej potencjał został potraktowany nieco po macoszemu. Niemniej te drobne detale szybko bledną przy niesamowitym dynamizmie oraz genialnie zaplanowanych zwrotach akcji. Fabuła wodzi czytelnika za nos do samego końca, a historia pędzi jak oszalała.

Krzysztof Domaradzki „Error” – recenzja
Otrzymujemy inteligentną i zmuszającą do głębszego myślenia opowieść o żądzy władzy, cynicznej manipulacji oraz zwykłym facecie, który przez jeden błąd rzucił wyzwanie potężnemu systemowi. Po zamknięciu książki długo patrzyłam w wygaszony ekran telefonu i uświadamiałam sobie, jak bardzo jesteśmy bezbronni w naszym cyfrowym świecie. To niesamowicie mocna lektura. Dobitnie przypomina, że najgroźniejsza broń współczesności wcale nie zrzuca bomb, lecz zazwyczaj drzemie w naszych kieszeniach. Jeśli lubisz takie mroczne historie, byc może spodoba Ci się książka Kingi Litkowiec „Nic do stracenia”.

Co sądzisz o pomyśle na fabułę? Masz ten tytuł w planie?
Czy po takich historiach nadal czujesz, że Twoje dane w sieci są bezpieczne?
* Współpraca barterowa
